Sam nie pamięta dokładnie. Każdy dzień z minuty na minutę staje się odległy, rozmazany. Brakuje mu sił, żeby się podnieść. A wydawać by się mogło, że jeszcze kilka lat temu jego problemem był mecz z Gryfonami. Kto by się spodziewał, że on Draco Malfoy skończy jako jeden z testerów Świata Snów?
Dawno już on sam pogodził się z myślą o tym, że nie wróci do tego, co było i już nigdy nie będzie się przejmował egzaminem końcowym. Musiał dorosnąć z chwilą, kiedy odwrócił się od rodziców. Ten moment jego życia był przełomowy i dał mu poczucie, że może sam za siebie decydować oraz podejmować decyzje. Od tej chwili minęło już około dwóch lat, a Draco nie żałuje. Wie o tym, że gdyby wtedy nic nie zmienił byłby pionkiem swojego ojca do końca życia. Nie chciał tego. Nie chciał żeby ktokolwiek i kiedykolwiek kontrolował jego życie. Miał dość. Może nawet ta chęć wolności była silniejsza od bólu, który przeszywał teraz jego chude ciało? Nie wykluczone. Blondyn wił się od bolesnych sygnałów wysyłanych do jego mózgu i nie mógł nic na to poradzić, że jego ciało było zbyt słabe, żeby się bronić w jakikolwiek sposób. Po za tym był przymocowany do drewnianego fotela. Ręce i nogi miał skrępowane, a do lewej ręki z welflonem podłączona została jakaś kroplówka z nieznanym mu płynem. Oddychał ciężko próbując choć odrobinę zapanować nad napadem krzyku, który mógł nastąpić w każdym momencie. Czuł się jak pacjent szpitala psychicznego. Przywiązany, obłąkany. Zmieniony. Rozerwany. Z ogromną ilością kolorowych kabelków przyczepionych do głowy miał wrażenia, że jest na skraju wytrzymałości.
Jego dawne, pełne blasku blond włosy stały się jakby szare, bez wyrazu. Ciało zdecydowanie wychudzone, a oczy nie były oczami zakrytymi za maską obojętności i bezwzględności. Teraz człowiek mógł z nich wyczytać wszystko. Strach, ból, zranienie.
Chłopak nie rozumiał co się z nim dzieje. Nigdy nie wiedział, o co chodzi z tymi wszystkimi badaniami, chociaż mimo tego wiedział, że robi to źle. Znał tylko jeden cel Świata Snów. Osoba do niej podłączona, w magiczny sposób łączyła się ze swoimi największymi snami, tworzyła, a może raczej burzyła, istniejącą barierę między snem a jawą. Stawałeś się częścią snu, sen stawiał się częścią ciebie, częścią twojego życia, jednak Draco nie potrafił. Ciągle cierpiał. Odkąd zgodził się podjąć temu zadaniu odczuwał jedynie ból. Nie potrafił nawet zrozumieć, dlaczego? Dlaczego nie mógł, tak jak inni, być szczęśliwy w tej krainie? W jakikolwiek sposób dostać się do niej?
Nagle całe pomieszczenie przedarł krzyk.
Brunet, Alec Reviest, zacisną dłonie w pięści. Widział dokładnie wszystko zza szyby. Zdawał sobie sprawę, że chłopk nie da rady długo tak pociągnąć. Świat wymagał od testera dużej woli i siły żeby przedostać się przez dzielącą barierę między rzeczywistością a snami. Wydawałoby się to idiotyczne, żeby tworzyć coś tak niebezpiecznego dla ludzi, jednak Alec zdawał siebie sprawę jak bardzo niektórzy ludzie pragną o wszystkim zapomnieć. Świat Snów miał powstać dla ludzi udręczonych. Miał być odskocznią od wszelkich problemów. Miejscem, gdzie człowiek wreszcie poczułby się intymne, sam na sam ze sobą. Miejsce pełne spokoju, tego czego się pragnie... Niestety każda próba miała taki sam finał. Wszystkie były nieudane. A ludzie ginęli. Alec dokładnie pamięta jak jego siostra miała nadzieję na lepszy świat ze snami w rzeczywistości. Niestety. Zbyt mocno żyła w świecie idei tego planu. Zmarła jako jedna z pierwszych osób. Jej mózg nie funkcjonował. To była właśnie jedna z pierwszych usterek. Po prostu ludziom gasły baterie w głowach. Nawet jeśli ich serce by biło to mózg został dołączony od reszty. Umarł.
- Wystarczy. - powiedział do siedzącego obok przygarbionego człowieka ubranego w biały kitel.
- Ale właśnie dotarliśmy do trzeciej fazy...- zaczął się tłumaczyć czterdziestolatek, jednak Alec nie chciał tego słychać.
- Jestem lekarzem. Jeśli nie chcesz mieć kolejnego trupa radzę ci przestać. - odparł spokojnie, jednak tonem, który nie znosił sprzeciwu.
Mężczyzna jak na zawołanie wyłączył urządzenie.
- Wyłączone. - oznajmił.
Brunet szybko poderwał się do drzwi. Wpisał kod dezaktywujący zabezpieczenia. Drzwi z trzaskiem się otworzyły, a Alec jak najszybciej podszedł do Draco, który wił się z bólu. Rozpoczął proces odłączenia Świata Snów. Z każdym kolejnym odpinanym kabelkiem twarz Draco przebiegała fala ulgi. Oddychał on ciężko, a koszulkę miał przemoczoną od potu. Nogi i ręce zostały uwolniony, a kroplówka dołączona. Blondyn czuł się fatalnie. Miał ochotę zamknąć oczy i więcej ich nie otwierać. Powoli zaczął opuszczać powieki.
- Ejejej, nie zamykamy oczu, Draco. Słyszysz mnie? To ja Alec, zaraz wszystko się rozjaśni.
Brunet chwycił strzykawkę ze stolika obok i wbił jej igłę w wyraźnie widoczną żyłę. Draco patrzył nieprzytomnie jak ostra końcówka zagłębia się w jego ciele, a płyn w strzykawce znika w niebieskich kabelkach jego ciała. Poczuł nagłą, ale wyraźną ochotę w coś walnąć. Zacisną pięść drugiej dłoni. Oddychał ciężko aż w dosłownie sekundę poczuł brak jakichkolwiek sił, chęć destrukcji minęła równie nagle, co się pojawiła. Jego ciało było zniewolone. Z każdą chwilą i każdym dniem wiedział o tym coraz dokładniej.
Alec spokojnym brązowym spojrzeniem przyglądał się blondynowi. Kiedy stwierdził, że niedługo tajemniczy płyn strzykawki zacznie działać, choć Draco myślał, że już działa, odpiął blondyna od drewnianego krzesła, które na marginesie wcale nie było wygodne i na takie nie wyglądało.
- Przynieść wózek. - zarządał, a wtedy jak na zawołanie pojawił się przy nim młody około osiemnastoletni wolontariusz, o kolorowo zafarbowanych włosach, szaro-niebieskich oczach i delikatnych rysach twarzy, z wózkiem.
Przyjechał z nim jakby był gotowy przez cały czas czekając jedynie na komendę.
Obaj chłopcy dźwignęli blondyna i przenieśli na wózek. Brunet upewnił się, że z chłopakiem wszystko w porządku, jeśli w porządku można nazwać stan całkowitego otumanienia, i poprosił kolorowowłosego, aby bezpiecznie przewiózł Draco do jego sali. Po za tym poprosił żeby z nim został zanim wróci do jego sali. Niebieskooki uśmiechnął się i zapewnił, że wszystko jest pod kontrolą, ruszył przed siebie pchając wózek z ledwie przytomnym, delikatnym ciałem Draco.
Alec odprowadził ich wzrokiem aż do windy po drugiej stronie korytarza, a potem sam ruszył w przeciwnym kierunku.
*...*
Pomieszczenie było szare. Nawet jeśli ludziom, którzy to projektowali marzyła się śnieżna biel w tym pokoju to był on i tak szary. Biurko i szafki były surowe, wykonane z metalu i niedokładnie pomalowane szaro-niebieską farbą olejną, z pod której widać było poprzedni kolor; mdły żółty. Na ścianach widniały rysunki wykonane przez dzieci, które przedstawiały najróżniejsze scenki. Fotel biurowy, którego miejsce zajmował lekarz-ordynator był jedną rzeczą w całym pomieszczeniu, które nie przyprawało o mdłości. Było ono czarne, wykonane ze skóry i na pewno było o niebo wygodniejsze niż te metalowe krzesła na przeciwko, obite tylko jakimś czerwonym materiałem. Tak wygodne siedzenie zajmował jak wcześniej wspomniano lekarz Edward Kontesten. Był to mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu paru lat, łysawy i siwy o ostrych rysach twarzy, chudy i zgarbiony, a jego palce na pewno były dłuższe niż wskazywały statystyki. Wzrok utkwiony miał w młodego lekarza, o brązowych włosach i szaro-niebieskich na. Chłopak czuł, że nie jest zbyt mile widziany, ale jakaś część jego ciała mówiła mu wyraźnie, żeby się nie poddawał.
- Alexandrze, - ton głosu był surowy i pewny.- nie jestem pewien czy dobrze cię zrozumiałem. Chcesz mieć jednego z naszych pacjentów, pacjentów tego ośrodka, u siebie w domu? Wydaje się mi, że to niemożliwe. Jak ty sobie to wyobrażasz?
- Już panu tłumaczyłem. - odpał spokojnie brunet. - Jak doskonale pan wie, zgodził się pan przyjąć mnie na praktyki, jako lekarza. Uważam, że pan Malfoy byłby doskonałym przypadkiem, na którym mógłbym się wykazać. Jego karty jedynie potwierdzają, że nigdy nie osiągnął większego wyniku niż druga sfera. Nie może dostać się do Świata Snów. Uczelnia dała mi sześć miesięcy na praktyki w tym ośrodku i na napisanie pracy. Myślę, że właśnie przypadek pana Malfoy'a mógłby być idealnym tematem. Jednak został mi miesiąc, a pracy ciągle nie ma, dlatego, gdyby się pan zgodził ośrodek zyskałby poparcie uniwersytetu, a ja mógłbym ukończyć studia i, jeśli oczywiście pan by zechciał, zyskać kolejnego lekarza z odpowiednim wykształceniem, którego nie trzeba by było rekrutować. Wszystkie wyniki badań, moje spostrzeżenia wnioski i inne nie zbędne materiały byłyby dostarczone tutaj, a każde badanie wykonane tu...
- Dlaczego więc nie możesz zrobić tego tu? - przerwał ostro staruszek.
- Chodzi o sen. To jak śpi. Nie mogę tu przebywać bez przerwy, a w domu miałbym ciągle na niego oko.
Chwila ciszy trwała dla Aleca w nieskończoność. Intensywnie patrzył na Edwarda starając się wyczytać cokolwiek z jego twarzy.
- Jeśli zdobędziesz jego zgodę oraz podpiszemy umowę, że za wielki uszczerbek na zdrowiu odpowiesz ty, to mogę ustać na tą propozycję.
*...*
Pokoje szpitalne. Chyba nikt jeszcze nie nazwał ich przyjemnymi. Czym się zresztą dziwić. Jasno zielona olejna farba, która pokrywała ścianę od połowy jej powierzchni aż do podłogi była w niektórych miejscach zadrapana. Sufit razem z pozostałą ścianą pokryty został białą farbą, gdzieniegdzie widniały na niej jakieś ślady obitych przedmiotów, o których pochodzeniu można się było jedynie zastanawiać. Podłoga wyłożona została płytkami koloru piasku. Całym wyposażeniem pomieszczenia był drewniany stół, dwa krzesła do kompletu, metalowa szafka nocna i oczywiście łóżko. Mimo niezwykłej techniki, jaka praktycznie rządziła tą placówką, pokoje pacjentów nie różniły się za bardzo od tych z przed kilkunastu lat. Śnieżno-biała pościel nieprzyjemnie pachnąca niezidentyfikowanym detergentem dodawała całości surowego wyglądu. Właśnie na jednej z takich pościeli leżał obecnie Draco, który swoją drogą nie wyglądał najlepiej. Wory pod oczami, wychudzone ciało, szare włosy. To nie był ten sam człowiek. Po za tym zdecydowanie różnił się od siedzącego na krześle, przystawionym niedaleko łóżka, Alec'a. Jego pełne blasku, choć zmęczone oczy, nie wyglądały jak u martwego człowieka. Nawet cienie pod nimi wydawały się na miejscu.
- Więc, jak? Zgadzasz się? - zapytał Alec.
Draco spojrzał w jego stronę. Co miał odpowiedzieć? Z jednej strony miał szansę żyć prawie normalnie,w domu z ludźmi, co prawda z badaniami, ale w domu. Druga strona pokazywała obraz ciągłych męczarni tutaj, ale czy warto zaufać studentowi? Przecież on nie ma wystarczająco dużo wiedzy żeby mu pomóc. Nie zawsze będzie wiedział, co się nim dzieje. Może nawet go zabić. Jednak nadal widział wizję - wolność. To może być jego jedyna szansa na wydostanie się stąd Wypuścił powoli powietrze.
- Zgadzam się.
*...*
Witam miśki! A więc lecimy z Dreams World , liczę na wasze opinie w komentarzach ;))
Dawno już on sam pogodził się z myślą o tym, że nie wróci do tego, co było i już nigdy nie będzie się przejmował egzaminem końcowym. Musiał dorosnąć z chwilą, kiedy odwrócił się od rodziców. Ten moment jego życia był przełomowy i dał mu poczucie, że może sam za siebie decydować oraz podejmować decyzje. Od tej chwili minęło już około dwóch lat, a Draco nie żałuje. Wie o tym, że gdyby wtedy nic nie zmienił byłby pionkiem swojego ojca do końca życia. Nie chciał tego. Nie chciał żeby ktokolwiek i kiedykolwiek kontrolował jego życie. Miał dość. Może nawet ta chęć wolności była silniejsza od bólu, który przeszywał teraz jego chude ciało? Nie wykluczone. Blondyn wił się od bolesnych sygnałów wysyłanych do jego mózgu i nie mógł nic na to poradzić, że jego ciało było zbyt słabe, żeby się bronić w jakikolwiek sposób. Po za tym był przymocowany do drewnianego fotela. Ręce i nogi miał skrępowane, a do lewej ręki z welflonem podłączona została jakaś kroplówka z nieznanym mu płynem. Oddychał ciężko próbując choć odrobinę zapanować nad napadem krzyku, który mógł nastąpić w każdym momencie. Czuł się jak pacjent szpitala psychicznego. Przywiązany, obłąkany. Zmieniony. Rozerwany. Z ogromną ilością kolorowych kabelków przyczepionych do głowy miał wrażenia, że jest na skraju wytrzymałości.
Jego dawne, pełne blasku blond włosy stały się jakby szare, bez wyrazu. Ciało zdecydowanie wychudzone, a oczy nie były oczami zakrytymi za maską obojętności i bezwzględności. Teraz człowiek mógł z nich wyczytać wszystko. Strach, ból, zranienie.
Chłopak nie rozumiał co się z nim dzieje. Nigdy nie wiedział, o co chodzi z tymi wszystkimi badaniami, chociaż mimo tego wiedział, że robi to źle. Znał tylko jeden cel Świata Snów. Osoba do niej podłączona, w magiczny sposób łączyła się ze swoimi największymi snami, tworzyła, a może raczej burzyła, istniejącą barierę między snem a jawą. Stawałeś się częścią snu, sen stawiał się częścią ciebie, częścią twojego życia, jednak Draco nie potrafił. Ciągle cierpiał. Odkąd zgodził się podjąć temu zadaniu odczuwał jedynie ból. Nie potrafił nawet zrozumieć, dlaczego? Dlaczego nie mógł, tak jak inni, być szczęśliwy w tej krainie? W jakikolwiek sposób dostać się do niej?
Nagle całe pomieszczenie przedarł krzyk.
Brunet, Alec Reviest, zacisną dłonie w pięści. Widział dokładnie wszystko zza szyby. Zdawał sobie sprawę, że chłopk nie da rady długo tak pociągnąć. Świat wymagał od testera dużej woli i siły żeby przedostać się przez dzielącą barierę między rzeczywistością a snami. Wydawałoby się to idiotyczne, żeby tworzyć coś tak niebezpiecznego dla ludzi, jednak Alec zdawał siebie sprawę jak bardzo niektórzy ludzie pragną o wszystkim zapomnieć. Świat Snów miał powstać dla ludzi udręczonych. Miał być odskocznią od wszelkich problemów. Miejscem, gdzie człowiek wreszcie poczułby się intymne, sam na sam ze sobą. Miejsce pełne spokoju, tego czego się pragnie... Niestety każda próba miała taki sam finał. Wszystkie były nieudane. A ludzie ginęli. Alec dokładnie pamięta jak jego siostra miała nadzieję na lepszy świat ze snami w rzeczywistości. Niestety. Zbyt mocno żyła w świecie idei tego planu. Zmarła jako jedna z pierwszych osób. Jej mózg nie funkcjonował. To była właśnie jedna z pierwszych usterek. Po prostu ludziom gasły baterie w głowach. Nawet jeśli ich serce by biło to mózg został dołączony od reszty. Umarł.
- Wystarczy. - powiedział do siedzącego obok przygarbionego człowieka ubranego w biały kitel.
- Ale właśnie dotarliśmy do trzeciej fazy...- zaczął się tłumaczyć czterdziestolatek, jednak Alec nie chciał tego słychać.
- Jestem lekarzem. Jeśli nie chcesz mieć kolejnego trupa radzę ci przestać. - odparł spokojnie, jednak tonem, który nie znosił sprzeciwu.
Mężczyzna jak na zawołanie wyłączył urządzenie.
- Wyłączone. - oznajmił.
Brunet szybko poderwał się do drzwi. Wpisał kod dezaktywujący zabezpieczenia. Drzwi z trzaskiem się otworzyły, a Alec jak najszybciej podszedł do Draco, który wił się z bólu. Rozpoczął proces odłączenia Świata Snów. Z każdym kolejnym odpinanym kabelkiem twarz Draco przebiegała fala ulgi. Oddychał on ciężko, a koszulkę miał przemoczoną od potu. Nogi i ręce zostały uwolniony, a kroplówka dołączona. Blondyn czuł się fatalnie. Miał ochotę zamknąć oczy i więcej ich nie otwierać. Powoli zaczął opuszczać powieki.
- Ejejej, nie zamykamy oczu, Draco. Słyszysz mnie? To ja Alec, zaraz wszystko się rozjaśni.
Brunet chwycił strzykawkę ze stolika obok i wbił jej igłę w wyraźnie widoczną żyłę. Draco patrzył nieprzytomnie jak ostra końcówka zagłębia się w jego ciele, a płyn w strzykawce znika w niebieskich kabelkach jego ciała. Poczuł nagłą, ale wyraźną ochotę w coś walnąć. Zacisną pięść drugiej dłoni. Oddychał ciężko aż w dosłownie sekundę poczuł brak jakichkolwiek sił, chęć destrukcji minęła równie nagle, co się pojawiła. Jego ciało było zniewolone. Z każdą chwilą i każdym dniem wiedział o tym coraz dokładniej.
Alec spokojnym brązowym spojrzeniem przyglądał się blondynowi. Kiedy stwierdził, że niedługo tajemniczy płyn strzykawki zacznie działać, choć Draco myślał, że już działa, odpiął blondyna od drewnianego krzesła, które na marginesie wcale nie było wygodne i na takie nie wyglądało.
- Przynieść wózek. - zarządał, a wtedy jak na zawołanie pojawił się przy nim młody około osiemnastoletni wolontariusz, o kolorowo zafarbowanych włosach, szaro-niebieskich oczach i delikatnych rysach twarzy, z wózkiem.
Przyjechał z nim jakby był gotowy przez cały czas czekając jedynie na komendę.
Obaj chłopcy dźwignęli blondyna i przenieśli na wózek. Brunet upewnił się, że z chłopakiem wszystko w porządku, jeśli w porządku można nazwać stan całkowitego otumanienia, i poprosił kolorowowłosego, aby bezpiecznie przewiózł Draco do jego sali. Po za tym poprosił żeby z nim został zanim wróci do jego sali. Niebieskooki uśmiechnął się i zapewnił, że wszystko jest pod kontrolą, ruszył przed siebie pchając wózek z ledwie przytomnym, delikatnym ciałem Draco.
Alec odprowadził ich wzrokiem aż do windy po drugiej stronie korytarza, a potem sam ruszył w przeciwnym kierunku.
*...*
Pomieszczenie było szare. Nawet jeśli ludziom, którzy to projektowali marzyła się śnieżna biel w tym pokoju to był on i tak szary. Biurko i szafki były surowe, wykonane z metalu i niedokładnie pomalowane szaro-niebieską farbą olejną, z pod której widać było poprzedni kolor; mdły żółty. Na ścianach widniały rysunki wykonane przez dzieci, które przedstawiały najróżniejsze scenki. Fotel biurowy, którego miejsce zajmował lekarz-ordynator był jedną rzeczą w całym pomieszczeniu, które nie przyprawało o mdłości. Było ono czarne, wykonane ze skóry i na pewno było o niebo wygodniejsze niż te metalowe krzesła na przeciwko, obite tylko jakimś czerwonym materiałem. Tak wygodne siedzenie zajmował jak wcześniej wspomniano lekarz Edward Kontesten. Był to mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu paru lat, łysawy i siwy o ostrych rysach twarzy, chudy i zgarbiony, a jego palce na pewno były dłuższe niż wskazywały statystyki. Wzrok utkwiony miał w młodego lekarza, o brązowych włosach i szaro-niebieskich na. Chłopak czuł, że nie jest zbyt mile widziany, ale jakaś część jego ciała mówiła mu wyraźnie, żeby się nie poddawał.
- Alexandrze, - ton głosu był surowy i pewny.- nie jestem pewien czy dobrze cię zrozumiałem. Chcesz mieć jednego z naszych pacjentów, pacjentów tego ośrodka, u siebie w domu? Wydaje się mi, że to niemożliwe. Jak ty sobie to wyobrażasz?
- Już panu tłumaczyłem. - odpał spokojnie brunet. - Jak doskonale pan wie, zgodził się pan przyjąć mnie na praktyki, jako lekarza. Uważam, że pan Malfoy byłby doskonałym przypadkiem, na którym mógłbym się wykazać. Jego karty jedynie potwierdzają, że nigdy nie osiągnął większego wyniku niż druga sfera. Nie może dostać się do Świata Snów. Uczelnia dała mi sześć miesięcy na praktyki w tym ośrodku i na napisanie pracy. Myślę, że właśnie przypadek pana Malfoy'a mógłby być idealnym tematem. Jednak został mi miesiąc, a pracy ciągle nie ma, dlatego, gdyby się pan zgodził ośrodek zyskałby poparcie uniwersytetu, a ja mógłbym ukończyć studia i, jeśli oczywiście pan by zechciał, zyskać kolejnego lekarza z odpowiednim wykształceniem, którego nie trzeba by było rekrutować. Wszystkie wyniki badań, moje spostrzeżenia wnioski i inne nie zbędne materiały byłyby dostarczone tutaj, a każde badanie wykonane tu...
- Dlaczego więc nie możesz zrobić tego tu? - przerwał ostro staruszek.
- Chodzi o sen. To jak śpi. Nie mogę tu przebywać bez przerwy, a w domu miałbym ciągle na niego oko.
Chwila ciszy trwała dla Aleca w nieskończoność. Intensywnie patrzył na Edwarda starając się wyczytać cokolwiek z jego twarzy.
- Jeśli zdobędziesz jego zgodę oraz podpiszemy umowę, że za wielki uszczerbek na zdrowiu odpowiesz ty, to mogę ustać na tą propozycję.
*...*
Pokoje szpitalne. Chyba nikt jeszcze nie nazwał ich przyjemnymi. Czym się zresztą dziwić. Jasno zielona olejna farba, która pokrywała ścianę od połowy jej powierzchni aż do podłogi była w niektórych miejscach zadrapana. Sufit razem z pozostałą ścianą pokryty został białą farbą, gdzieniegdzie widniały na niej jakieś ślady obitych przedmiotów, o których pochodzeniu można się było jedynie zastanawiać. Podłoga wyłożona została płytkami koloru piasku. Całym wyposażeniem pomieszczenia był drewniany stół, dwa krzesła do kompletu, metalowa szafka nocna i oczywiście łóżko. Mimo niezwykłej techniki, jaka praktycznie rządziła tą placówką, pokoje pacjentów nie różniły się za bardzo od tych z przed kilkunastu lat. Śnieżno-biała pościel nieprzyjemnie pachnąca niezidentyfikowanym detergentem dodawała całości surowego wyglądu. Właśnie na jednej z takich pościeli leżał obecnie Draco, który swoją drogą nie wyglądał najlepiej. Wory pod oczami, wychudzone ciało, szare włosy. To nie był ten sam człowiek. Po za tym zdecydowanie różnił się od siedzącego na krześle, przystawionym niedaleko łóżka, Alec'a. Jego pełne blasku, choć zmęczone oczy, nie wyglądały jak u martwego człowieka. Nawet cienie pod nimi wydawały się na miejscu.
- Więc, jak? Zgadzasz się? - zapytał Alec.
Draco spojrzał w jego stronę. Co miał odpowiedzieć? Z jednej strony miał szansę żyć prawie normalnie,w domu z ludźmi, co prawda z badaniami, ale w domu. Druga strona pokazywała obraz ciągłych męczarni tutaj, ale czy warto zaufać studentowi? Przecież on nie ma wystarczająco dużo wiedzy żeby mu pomóc. Nie zawsze będzie wiedział, co się nim dzieje. Może nawet go zabić. Jednak nadal widział wizję - wolność. To może być jego jedyna szansa na wydostanie się stąd Wypuścił powoli powietrze.
- Zgadzam się.
*...*
Witam miśki! A więc lecimy z Dreams World , liczę na wasze opinie w komentarzach ;))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz